Z psem Nikonem






Michalina Serwa – o sobie


ZAWARTOŚĆ

Kim jestem i skąd pochodzę?

(Nie wszystkie) psy mojego życia

Zaklinacz psów

Koci wyjątek

Fotografia

Pisarstwo i czytelnictwo

Egzotyczna ciepłolubna jaszczurka

Słynna sójka... często bywa nad morzem

Wielojęzyczna

Muzyczne fascynacje

Buddyjski spokój i niespokojny duch – to wciąż jestem ja


Kim jestem i skąd pochodzę?

Mam na imię Michalina.
Urodziłam się w 1994 roku, a kolejne rocznice tego wydarzenia obchodzę 9 października.
Jestem studentką biologii na Uniwersytecie Łódzkim oraz słuchaczką szkoły policealnej w Zduńskiej Dąbrowie kształcącą się w zawodzie technik weterynarii. Mieszkam ze starszą siostrą i małym siostrzeńcem w Zgierzu w województwie łódzkim. Niektóre weekendy i dłuższe przerwy w roku spędzam z rodzicami w ich domu na działce niedaleko Łowicza.



(Nie wszystkie) psy mojego życia


W moim otoczeniu, odkąd pamiętam, zawsze były psy. Wychowywałam się z dużymi stróżami podwórka, co sprawiło, że rozmiary czworonogów później nie robiły na mnie wrażenia. Obecnie miałam swój udział w wychowaniu nowego „pokolenia” olbrzymów.


Z Pchełką (2002 r.)


Moim pierwszym własnym psem była czarna podpalana średniej wielkości szorstkowłosa suczka kundelek Pchełka. Niestety nasza przyjaźń trwała tylko nieco ponad rok, bo w 2002 roku straciłam ją w wypadku samochodowym. Miałam z nią jednak dużo przygód, była towarzyszką moich dziecięcych zabaw i pierwszych samodzielnych spacerów po okolicy. Jej odejście uświadomiło mi nieodwracalność śmierci. Naiwne przekonanie o rychłym powrocie pieska, który „zasnął”, szybko zastąpiło uspokajające przekonanie o istnieniu Psiego Nieba.


Z Amigiem (2010 r.)


Drugim bardzo ważnym w moim życiu czworonogiem był owczarek niemiecki Amigo, który pojawił się w 2007 roku i był obecny przez cały okres mojego dojrzewania. Odszedł w lutym 2015 roku, pokonany przez podstępny guz śledziony. Życie Amiga, a pośrednio także i swoje, opisywałam na blogu poświęconym jemu i pozostałym psom, ich relacjom między sobą i z członkami rodziny.

Blog jest wciąż aktywny i aktualizowany, znajduje się pod adresem http://gerucynologique.blox.pl.

W przestrzeni wirtualnej występuję pod „pseudonimem artystycznym” hundediary.

Obecnie mieszka ze mną i moją rodziną 10 psów, z których najważniejsza jest Misia, znaleziona w 2013 roku na ulicy. Zakochała się we mnie od pierwszego wejrzenia i tak oto przypadkiem zyskałam nową czworonożną przyjaciółkę na dobre i na złe, w dodatku imienniczkę.


Zaklinacz psów



Z Amigiem, Mikim i Misią

Obecność psów sprawiła, że przez lata ukierunkowałam swoje zainteresowania z nimi związane. Lubię zajmować się pielęgnacją (choć podstawową, dlatego mam przedstawicieli mało wymagających pod tym względem ras – owczarki niemieckie, kaukaskie i mieszańce różnej wielkości o gęstej, ale krótkiej szacie) oraz wychowaniem i szkoleniem. Stosuję modyfikacje i połączenia różnych metod, ale bazuję na wzmocnieniu pozytywnym. Uważam, że psy słuchają ludzi konsekwentnych, zrównoważonych, pewnych swoich decyzji i znających mowę ciała, a ponadto rozsądnie i umiejętnie operujących systemem nagród i kar, dlatego nieustannie staram się rozwijać w sobie te cechy i umiejętności.






Koci wyjątek

W okolicy domu przebywają też koty w ilości przewyższającej liczbę psów, ponieważ moja mama jest ich miłośniczką. Ja sama od kilku lat mieszkam z łaciatym Kacprem, garażowym znajdą, w którego tchnięto nowe życie. Jesteśmy jak dobrze dobrana para, rozumiemy się bez słów.




Autoportret, 2013


Fotografia


W 2003 roku odkryłam drugą wielką pasję – fotografowanie. Początkowo moje zdjęcia miały charakter czysto dokumentalny, a wraz z nabyciem pierwszej lustrzanki w 2007 roku (i założeniem bloga o swoim psie) zyskują coraz więcej profesjonalizmu i walorów artystycznych, bo i ja wciąż dokształcam się w tej dziedzinie, obserwując innych fotografów i ich warsztat. Moimi modelami są głównie zwierzęta, zwłaszcza psy i koty. Najbardziej lubię sesje plenerowe i w akcji. Obecnie fotografuję Canonem EOS 60D z teleobiektywem lub jasnym stałoogniskowym szkłem. Mogę bez przesady stwierdzić, że aparat fotograficzny to moja prawdziwa twarz.




Pisarstwo i czytelnictwo

Oprócz pisania (zanim założyłam blog, od 7. roku życia pisałam krótkie opowiadania i książeczki inspirowane przeczytanymi dziełami) od wczesnego dzieciństwa uwielbiam także czytać i robię to zawsze i wszędzie. Czytam nie tylko książki, czasopisma i dzienniki.
Cenniki, instrukcje, notatki, listy – cokolwiek tekstowego wpadnie mi w oko, muszę chociaż przejrzeć.
W związku z tym mam „wbudowany” słownik języka polskiego i wręcz obsesyjnie drażnią mnie błędy ortograficzne, interpunkcyjne i stylistyczne. Często poprawiam znajomych, zupełnie bezwiednie, bez złośliwości.

Moją ulubioną postacią literacką jest Stanisław Wokulski z „Lalki” B. Prusa. Utożsamiam się z charakterem i światopoglądem tego bohatera, tak jak on jestem idealistką chwilami nieco odległą od rzeczywistości.


Egzotyczna ciepłolubna jaszczurka


Kreta 2012



Jestem bardzo wrażliwa na zapachy i najbardziej odpowiadają mi wonie cedrowe, cynamonowe i mieszanki ostrych przypraw z cieplejszych regionów świata. Właśnie ze względu na ciepło i słońce moją ulubioną porą roku jest lato, a na wakacje najchętniej jeżdżę nad morze – szczególnie... ciepłe.



Słynna sójka... często bywa nad morzem


Lanzarote 2014


Ustka 2010


Turcja 2010


















Kolejną pasją, która łączy się z tym „dziwactwem” i nie pozwala mi długo siedzieć w jednym miejscu, ale za to zaspokaja moją ciekawość świata i ludzi, są podróże. Jak nietrudno się domyślić, pierwsze mile wspominane wyprawy to te nad Bałtyk. Ostatnio byłam w Juracie. Dużo ciekawsze jednak okazały się wycieczki zagraniczne, bo tam często znajdowałam morze... ciepłe. Odkąd w 2006 roku pojechałam do Grecji, obudziła się we mnie żyłka podróżnika, odezwał się zew nowości i przygód. Po dwóch wizytach w Turcji zaczęłam się nawet nieco uczyć języka. Podobnie było z ostatnimi wyjazdami na wyspy hiszpańskie – najpierw jedną z kanaryjskich, Lanzarote, a w następnym roku na Majorkę, jedną z wysp Balearów.




Wielojęzyczna


Nauka języków łączy się z podróżami, ale stanowi też moją odrębną pasję. Prawie biegle posługuję się angielskim, zwłaszcza w piśmie. Znam podstawy niemieckiego, ale nie darzę go sympatią. Podoba mi się łacina i cieszę się, że jest jej dużo na studiach. Turecki i hiszpański są „spadkiem” po fascynacji krajami i bardzo mi odpowiadają pod względem gramatycznym i brzmieniowym.
Chciałabym nauczyć się – choćby fonetycznie – jednego z języków Indii,bo tam kiedyś planuję również zawędrować.




Muzyczne fascynacje


Lubię muzykę, a zwłaszcza egzotyczne, „południowe” brzmienia – indyjskie, tureckie, hiszpańskie, perskie. Z polskich wykonawców jestem wieloletnią fanką Artura Rojka, związanego niegdyś z zespołem Myslovitz. Z zagranicznych od kilku lat niezmiennie uwielbiam Enrique Iglesiasa. Najnowszym „odkryciem” jest indyjski piosenkarz i aktor Jassi Gill.




Buddyjski spokój i niespokojny duch – to wciąż jestem ja


Z Canonem, Hektorem, Mikim i Puszkiem


Różnorodność moich zainteresowań sprawia, że jestem osobą tolerancyjną i otwartą na odmienność ludzi. Lubię poznawać przedstawicieli innych kultur i narodów, bo wówczas łączę najwięcej pasji w tym samym czasie, a przy tym pokonuję niechęć do ogółu ludzkiego (tak, takie sprzeczności istnieją w jednym człowieku!). Mimo rozczarowań, jakie mnie przy tym spotykają, moja wiara w uczciwość i dobroć są od zawsze niezłomne, czasem wręcz naiwne. Ta cecha łączy mnie z psami – pewnie dlatego tak dobrze się z nimi dogaduję i one nigdy mnie nie zawiodły, podczas gdy ludzie niestety bywają niekonkretni, niekonsekwentni, zmienni i dwulicowi.